wtorek, 26 września 2017

Co zrobić, żeby pisać popularnego bloga

To, co przeczytacie poniżej nie jest prawdą oświeconą i jedynie dostępną tu. Każdy bloger regularnie dzieli się swoim doświadczeniem, aby innym było troszkę łatwiej, bo rozwój ludzkości zależy właśnie od takiego dzielenia się małymi rzeczami. Małymi kroczkami można więcej, kiedy już nie trzeba wynajdować koła, a w konstruowaniu się wykorzystuje się wielowiekowe doświadczenie i rosnącą wiedzę. Tak jest i z pisaniem: nikt z nas nie musi wymyślać liter. Dobrze jest, kiedy nie musimy sami odkrywać, że pisać może każdy i nie musimy się zastanawiać, czy nie jesteśmy za młodzi/ za starzy, za mało/ za słabo wykształceni.
Co trzeba zrobić, żeby zacząć pisać bloga?
Trzeba usiąść na tyłku i zacząć pisać. Przejrzeć platformy do prowadzenia bloga, zastanowić się, której funkcje najbardziej nam odpowiadają (większość darmowa) i tworzyć swoje miejsce. Jeśli boimy się, że znajomi i nieznajomi mogą wyśmiać to pisać pod pseudonimem. Ważne jest, aby każdego dnia starać się napisać kilka zdań i każdego miesiąca zwiększać ilość zapisywanych słów. Ja każdego dnia zapisuję 10-20 stron A4 (10-20 tys znaków, czyli od 1/4 do 1/2 arkusza drukarskiego). Na blog trafia tysiąc słów dziennie. W pisaniu ważna jest systematyczność. Jeśli robimy sobie za długą przerwę to później bardzo trudno cokolwiek napisać i musimy zaczynać takie ćwiczenia na nowo. Jeśli nie wiemy o czym pisać to można zacząć od streszczeń filmów czy książek. Jak już się rozpiszemy to dużo łatwiej przyjdzie nam poruszanie innych tematów.
I ciekawostka dla miłośników amerykańskich naukowców: dowiedli, że ludzie, którzy codziennie piszą stają się bardziej pewni siebie, otwarci, zorganizowani, inteligentni, odnoszą więcej sukcesów w życiu.
Jak zdobywać coraz więcej wejść na blog?
Jeśli zależy nam na wejściach (na początku pewnie każdemu zależy i każdy śledzi, a później to na szczęście mija) to musimy pisać regularnie. Najlepiej codziennie jeden wpis. Do tego musimy starać się każdego dnia pisać coraz lepiej (dzięki temu uczymy się), coraz ciekawiej, poruszać ważne tematy, być subiektywnym (wyrażać własne opinie oparte na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia) i najważniejsza rzecz: umieć budować relacje z ludźmi. Jeśli jesteśmy hejterami to może i nasze statystyki będą spore, ale większość wejdzie na bloga raz i się zniechęci. Bardzo piękną rzecz obserwuję wśród osób promujących swoje książki: ci, którzy potrafią budować relacje z ludźmi mają dużo komentarzy, dużo lajków i dużą sprzedaż. Ci, którzy używają mowy nienawiści, używają języka poprawności politycznej obecnie obowiązującej nie porywają tłumów. I w tym wcale nie chodzi o sympatie polityczne, ale sposób, w jaki piszemy o innych ludziach, jak ich postrzegamy.
Najwięcej wejść na bloga mamy wtedy, kiedy staramy się wykonać swoją pracę jak najlepiej i skupiamy się na jakości, a nie kiedy spamujemy wszystkie fora linkami do swojego blogu. Inny czynnik generujący ilość wejść to nasze relacje z ludźmi. To od nich zleży czy ludzie będą życzliwie nastawieni do tego, co robimy nawet jeśli będą świadkami naszych małych potyczek. Od dobrych relacji zależy to, czy dostaniemy wsparcie czy zostaniemy niekonstruktywnie skrytykowani. Warunek jest prosty: my musimy mieć dokładnie taki sam stosunek do innych: nie krytykować tylko podpowiadać, dawać wskazówki i być życzliwym.
W życiu nie jest ważne to jakie uda nam się zdobyć wykształcenia, ile urodzić dzieci, jak wielką władzę zdobyć nad ludźmi, jak wielki wprowadzić reżim, na ile zawładnąć mediami, ale to jacy jesteśmy dla ludzi, których spotykamy na co dzień. Podarowane dobro zawsze wraca i nawet nie trzeba oczekiwać go od osób, którym się pomogło. Wraca od innych niesione dziwną nicią powiązań społecznych zataczając coraz szersze kręgi. Doświadczam tego na własnej skórze. Każdego dnia staram się w jakiś sposób pomóc innym i ze zdwojoną siłą to dobro do mnie wraca. Życzliwość jest naprawdę zaraźliwa

poniedziałek, 25 września 2017

Stieg Larson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"

Stieg Larson, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, tł. Beata Walczak-Larsson, Warszawa 2009.


Szperanie w przeszłości zawsze przynosi zaskoczenie i zdziwienie, a niekiedy nawet niesmak. Grzebanie w historii starych, szanowanych rodów, wielkich właścicieli bogactw jednak jest najgorszym, co może przytrafić się człowiekowi. Niewinne próby rozwiązania tajemnic sprzed lat sprawiają, że można trafić na szafę pełną trupów, salę tortur i samemu narazić się na śmierć.
Z takim tłem jest pośmiertnie wydana powieść Stiega Larssona „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, za którą przyznano pisarzowi nagrodę literacką „Szklanego Klucza” za najlepszą szwedzką powieść kryminalną. Ja dopiero niedawno odkryłam pisarza i muszę przyznać, że zakochałam się od pierwszej książki, czyli od wspomnianej powieści (trudno być na bieżąco z wydana literaturą, kiedy często trzeba czytać tę niewydaną).
Wszystko zaczyna się niewinnie: starszy mężczyzna co roku dostaje zasuszone kwiatki w rocznicę zaginięcia bratanicy, co oczywiście pachnie zbrodnią, którą trzeba odkryć. Obok toczy się wątek dziennikarza Mikaela Blomkvista, który przegrał sprawę za zniesławienie i Lisbeth Salander będącej uosobieniem wszelkich problemów z prawem przez brak umiejętności nawiązywania relacji społecznych.
Trzy obce sobie osoby z czasem obsesyjna potrzeba odkrycia prawdy o zaginięciu Harriet przez Henrika Vangera. Początkowo poszukiwania nie przynoszą wiele. Mikael jednak zaczyna grzebać w starych zdjęciach, dokumentacji i zauważa kłamstwa oraz niezgodność zeznań podejrzanych. Swoją ciekawość prawie przepłaca życiem. Na szczęście dobra kondycja fizyczna za pierwszym razem, a za drugim drobnej postury kobieta ratują go przed śmiercią.
Czytam wiele, ale mało jest takich książek, które obok masakrycznych opisów niosą ze sobą coś więcej niż dziesiątki trupów. Tutaj mamy podaną w znakomitym stylu pogoń za mordercą oraz mądre uwagi na temat życia przez osoby doświadczone życiem. Nie jest to jednak tak proste i infantylne jak u Coelho. Spostrzeżenia na temat świata, ludzi i warunków społecznych są dobrym materiałem do nauki, jak przetrwać w złym świecie. Pobudzają do refleksji osoby, które na własnej skórze doświadczyły prześladowań.
Książka pochłania całkowicie. Nawet nie obejrzałam się jak mijały kolejne godziny i mimo objętości (640 stron) brnęłam w nią dalej, by poznać rozwiązanie intrygi.

ontologia i anatomia dzieła literackiego

Szczególnie wiele miejsca w swojej estetyce poświęcił Ingarden problematyce dzieła literackiego. Myśl Ingardena wyrosła na gruncie sporu z Edmundem Husserlem. Ingarden nie mógł zgodzić się z tezą mistrza o czysto intencjonalnym istnieniu świata, tzn. jako wytworu ludzkiej świadomości. Dla Ingardena idee Husserla były zamachem na realny byt przedmiotów. Nie mogąc w żadnym razie przystać na koncepcję intencjonalności widzialnego świata, Ingarden pokazał taki przedmiot, który był w pełni intencjonalny, a zarazem zasadniczo odmienny od przedmiotów, jak wierzył, realnych. Takim najdoskonalszym przedmiotem intencjonalnym było dla Ingardena dzieło literackie: wytworzone w aktach świadomości swego twórcy, a zarazem, inaczej niż się to dzieje z realnymi przedmiotami, istniejące tak długo, jak czyjakolwiek przechowująca je świadomość. Można bez problemu zniszczyć książkę (przedmiot realny) i dowieść tym samym typowej dla przedmiotów realnych czasowości i zniszczalności; ale niszcząc książkę, nie unicestwia się samego dzieła, które nadal może istnieć w świadomości autora bądź czytelników. Nośnikiem tego przedmiotu intencjonalnego jest nie tyle czynnik materialny ile inny przedmiot intencjonalny: język wraz ze zdaniami i ich znaczeniami. W opinii Ingardena warstwa znaczeniowa jest tylko jedną z warstw dzieła literackiego. Dlatego opracował koncepcję dzieła literackiego jako wielowarstwowego przedmiotu intencjonalnego. Rozważaniom tej problematyki poświęcił Ingarden swoje pierwsze znaczące dzieło z 1931 O dziele literackim, wyd. pol. 1960.

Mimo tożsamości nazw swoich dyscyplin, Ingarden i Hussler nie zajmowali się tym samym. Czym innym jest fenomenologia ontologiczna (nazwana przez Husserla "pierwszą filozofią"), czym innym fenomenologia jako koncepcja dzieła literackiego.

Sama idea dzieła literackiego jako intencjonalnego przedmiotu nie miałaby może znaczących konsekwencji dla badań teoretycznoliterackich. Ale Ingarden musiał rozwinąć swoją koncepcję i stanąć przed problemami, które ona rodziła. Największe znaczenie miały dla niej pojęcia warstwowej budowy dzieła, quasi-sądów, miejsc niedookreślenia i konkretyzacji. Warstwowość struktury dzieła literackiego, wskazywało na wagę wrażeń wyglądowych (wzrok, słuch, dotyk itd.) w jego percepcji. Dla Ingardena dzieło było tworem językowo-przedmiotowym: oto podstawowe składniki jego struktury - morfemy, wyrazy, zdania - nadbudowują świat wyobrażeń; następuje tu znamienne przejście od języka do zmysłów.
Teoria quasi-sądów, według Ingardena zdania dzieła mają zawieszoną referencję, tzn. nie odnoszą się do niczego, co by istniało poza nim samym. Przedmioty, osoby, w ogóle cały świat przedstawiony w utworze nie są w żaden sposób związane z przedmiotami i osobami świata pozaliterackiego i pozajęzykowego. Zdania w utworze są więc tylko niby-sądami; nie sposób poddać ich testowi prawdziwości. W istocie bowiem, mówiąc, że zdania tworzące dzieło są quasi-sądami, Ingarden stwierdza, że jest ono całkowicie fikcjonalne, a to z kolei uwalnia je od wszelkich funkcji pozaestetycznych. Nie pytajmy co dzieło mówi o realnym świecie, o autorze i jego przeżyciach, bo nie mówi o nich w istocie nic. Rozgraniczmy osobę autora i podmiotu mówiącego w utworze, bo na pewno nie są tożsame. Nie czytajmy dzieł literackich w postawie innej niż estetyczna; nie służą bowiem celom poznawczym, dydaktycznym lub jakimkolwiek innym.
Być może jednak największy wpływ na teorię lektury i komunikację literacką miał Ingarden koncepcją miejsc niedookreśleń oraz konkretyzacji dzieł. Pokazał bowiem, a przynajmniej jako pierwszy uczynił jednym z naczelnych postulatów swojej teorii, że czytelnik w akcie lektury dodaje do dzieła wszystko to, czego ono nie zawiera, a czego zawierać nie może, bo jest tworem skończonym, a cechy przedmiotów są nieskończone. Ściślej mówiąc, czytelnik dopowiada te cechy świata przedstawionego, o których nie ma mowy w tekście. Żaden zatem z czytelników nie ma kontaktu z dziełem w absolutnie czystej, schematycznej postaci, ale z jego konkretyzacjami, które sam tworzy, dopełniając owe miejsca niedookreśleń. Dzieło jest jedno, konkretyzacji tyle, ilu czytelników, a nawet więcej, wręcz nieskończona liczba. Ingarden był jednym z tych, którzy jako pierwsi pokazali, że dzieło powstaje dla czytelnika i z myślą o czytelniku, że ożywa dopiero w akcie lektury, że czytelnik aktywnie je współtworzy.

W swoich poglądach na istnienie świata przeciwstawił się Husserlowi i jego stanowisku idealistycznemu. Próbą rozwinięcia realistycznej filozofii fenomenologicznej było dzieło Spór o istnienie świata (z lat 1947/ 1948/ 1981 tom 1 - 3). Główna kwestia sporna między idealizmem a realizmem dotyczyła zależności świata od świadomości. Czy świat ma taki sposób istnienia jak przedmioty intencjonalne, czyli jak np. przeanalizowane wcześniej przez Ingardena dzieła sztuki, czy też istnieje niezależnie od świadomości. W celu przyjrzenia się temu problemowi stworzył własny system ontologii i teorii poznania. Odróżnił ontologię od metafizyki. Metafizyka to nauka o faktycznie istniejących przedmiotach. Natomiast ontologia to analiza przedmiotów możliwych. Aby zrozumieć jaki jest, a właściwie jaki może być przedmiot Ingarden analizuje go ze względu na jego materialny i formalny aspekt istnienia oraz momenty egzystencjalne. Dlatego dzieli ontologię na: egzystencjalną, formalną i materialną. Ontologia egzystencjalna analizuje możliwe sposoby egzystowania przedmiotów, czyli analizuje idee istnienia w ogóle, a także idee poszczególnych sposobów istnienia oraz idei danego przedmiotu konkretnego. Zajmuje się takimi zagadnieniami jak: sposoby i momenty istnienia, samoistność istnienia, bytowa pierwotność i pochodność, samodzielność i niesamodzielność bytowa, zależność i niezależność bytowa, byt absolutny i byt względny, czas i sposób istnienia zdarzeń i procesów. Ontologia formalna analizuje formy przedmiotów takich jak rzeczy, procesy, związki itd. Zagadnieniami tej części ontologii są: formy samoistnego przedmiotu indywidualnego, przedmiotu czysto intencjonalnego, idei, stanu rzeczy, dziedziny przedmiotowej (świata), czystej świadomości. Ontologia materialna bada przedmiot ze względu na jego uposażenie materialne czyli pełen zespół jego materialnych momentów określających. Analizy przedmiotu dokonane na polu ontologii miały być fazą wstępną do rozważań metafizycznych sporu o istnienie świata. Mimo, że spór ten nie został przez Ingardena rozstrzygnięty, to skłaniał się on do przekonania, że istnienie realne nie ogranicza się do istnienia intencjonalnego tj. skłaniał się do stanowiska realistycznego, w opozycji do idealizmu Husserla.

Również na terenie teorii poznania Ingarden był zwolennikiem realizmu. Tak jak Husserl wystąpił przeciwko psychologizmowi, ale wbrew jego stanowisku z okresu fryburskiego nie stał się zwolennikiem idealizmu. Teoria poznania nie zajmuje się tak jak psychologia wpływem przeżyć psychicznych na poznanie, ale bada przedmioty ze względu na ich istotę. Sądził, że poznanie odbywa się za pomocą danych wrażeniowych. Towarzyszy temu proces jednoczenia wrażeń, dostrzegania ich jakości i własności, ujmowania treści, i kontekstu. Proces poznawczy odbywa się we wzajemnym oddziaływaniu przedmiotu i świadomości. Nie można przyjmować, że świadomość ma kontakt jedynie z przedmiotami intencjonalnymi, lub, że rzeczy i idee są przedmiotami intencjonalnymi.

Obok tych głównych obszarów zainteresowania Ingarden wypowiadał się również na tematy związane z teorią człowieka. Natura ludzka polega na przekraczaniu granic zwierzęcości i tworzeniu własnego świata. Dlatego człowiek opanowuje przyrodę i swoje otoczenie, przekształca je w ten sposób aby przystosować je do swoich potrzeb. Jednocześnie człowiek wytwarza nową rzeczywistość, cywilizację ludzką, czyli świat kultury, sztuki, nauki, techniki, filozofii, teologii. Człowiek dąży do realizacji wartości moralnych, estetycznych oraz tych wynikłych z jego potrzeb życiowych. Następuje również reakcja zwrotna. Człowiek ulega wpływom wytworzonego przez siebie świata. Dlatego żyje jakby w dwóch obcych sobie światach, w świecie natury i w świecie kultury. Ingarden rozważa też problem tożsamości człowieka wobec zmienności świata i przemijalności czasu. Twierdzi, że człowiek jest bytem osobowym, różnym od strumienia świadomości i otoczenia. Człowiek jest siłą zawartą w ciele i świecie, ale siłą twórczą, pragnącą wolności, realizującą swoją wolność przez wytwarzanie dobra, piękna, i prawdy. Ingarden analizuje też zagadnienie ludzkiej odpowiedzialności. Odnosi się ona tylko wobec sprawcy czynu, który musi być świadomy i zdolny do kontrolowania sytuacji, realizujący własne cele i dążenia, nie znajdujący się pod presją zewnętrzną.

kobieta jako przedmiot

Kobieta jest przedmiotem politycznym. Mężczyzna zwykle był i jest podmiotem. Owszem bywały czasy i wyjątki, kiedy i płeć brzydka była przedmiotem, ale to były właśnie wyjątki niewolnictwa, a w przypadku płci pięknej owa przedmiotowość trwała i trwa.
Kiedy politycy pragną odciągnąć uwagę szarego człowieka od spraw istotnych rzucają hasła zmiany ustaw dotyczących kobiet. Jakie to mogą być ustawy? Najlepiej kontrowersyjne!
Najbardziej kontrowersyjnym tematem okazuje się możliwość decydowania o własnym ciele i zdrowiu. W wielu krajach muzułmańskich płeć piękna jest winna całemu złu świata. Gwałcona odpowiada za to, że sprowokowała gwałciciela. Czasami oburzamy się na ich barbarzyństwo i nieludzkie traktowanie kobiet, które poddaje się rytuałowi obrzezania. Zapomina się, że kultura chrześcijańska traktuje kobiety jak chodzące inkubatory, a nie ludzi. Kobieta w ciąży jest karana. Kobieta, która zaszła w ciążę w wyniku  gwałtu jest karana podwójnie: jako ciężarna nie ma praw, bo na pierwszym miejscu jest płód i to jego życie jest więcej warte niż inkubatora, jako zgwałcone muszą rodzić dzieci, które zostały spłodzone przez wyrządzenie im największego bólu, jaki można zadać kobiecie.
W trakcie ciąży doznałam licznych dyskryminacji ze strony lekarzy, aptekarzy i ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć, że ciąża nie jest normalnym stanem kobiety. Zdrowa kobieta jest pełna siły, nie ma problemów z myśleniem czy wykonywaniem prostych czynności. Moje pierwsze pięć miesięcy ciąży były bardzo trudne. Bywały dni, kiedy nie byłam w stanie zwlec się z łóżka i zrobić sobie herbatę, nie wspominając już o zrobieniu sobie czegoś do jedzenia czy pójścia na zakupy.
Normalnie jestem bardzo żywotną kobietą, która kocha spacery i pokonanie trzydziestu kilometrów w ciągu czterech godzin to dla mnie żaden problem. W czasie ciąży byłam w takim stanie, że przejście stu metrów było dla mnie niesamowitym wyczynem. W ostatniej fazie grubo przekraczałam sto kilogramów, które w kilka miesięcy po porodzie zrzucałam.
Poród jest największym wysiłkiem, jaki wykonuje kobieta w swoim życiu. Nawet najsłabsza ciężarna ma w sobie siły, o których nawet nie wiedziała. Jest również najboleśniejsze przeżycie, dlatego nie można skazywać kobiety na rodzenie dziecka, którego ona nie chce. Nie można skazywać kobiety na rodzenie dziecka, które zostało poczęte w wyniku gwałtu.
Ja miałam w swoim życiu sporo szczęścia i  córkę urodziłam mężczyźnie, których w danym momencie kochałam i na swój sposób nadal kocham, bo przecież dał mi najwspanialszy prezent, jaki mógł: małą, myślącą cząstkę mnie i jego, która wnosi w moje życie wiele radości i szczęścia.
Podczas porodu, kiedy byłam u kresu wytrzymałości pomyślałam sobie: „Jak dobrze, że nie muszę rodzić dziecka komuś, kogo nie kocham”.

niedziela, 24 września 2017

społeczne tłumienie popędów

Norbert Elias, "Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu", przeł. T. Zabłudowski, Warszawa: PIW 1980, str 367-449.

Wprowadzanie przymusu społecznego było procesem długotrwałym. Indywidualnym potrzebom nadawano znamię wstydu, spychano poza to, co poza ogółem. Cywilizacja z takiej perspektywy wydaje się być zaplanowana rozumowa, jednak czyniły to często pojedyncze jednostki, niezdające sobie sprawy, w jaki sposób wpływają na społeczeństwo.
Stabilne regulowanie zachowania jest wdrażane jednostce od dzieciństwa. Jest w ten sposób przymusem społecznym. Z wiekiem wpajane wartości i zachowania stają się automatyczne, czyli przemieniają się w przymus wewnętrzny.
Zależności społeczne widoczne są w zagospodarowaniu przestrzennym miast, w których ruch modelowany jest przez system przyzwyczajeń i w pojonych wartości. Jednostka jest przyuczana do funkcji jakie ma pełnić. Człowiek już od dzieciństwa uczony jest ciągłego panowania nad sobą.
Im „sztywniejsze” są reguły społeczne tym gorszą karę ponosi osoba, która da się ponieść emocjom, a większe nagrody społeczne otrzymuje jednostka najlepiej panująca nad swoimi namiętnościami.
Akty przemocy grup społecznych powoduję powstawanie warstw grup społecznych. Życie rycerstwa było ciągle narażone na ataki, więc hamowanie swoich popędów było niemożliwe. Wzbogacające się rycerstwo tworzyło kodeks postępowania.
Wojownik nie zastanawiał się nad konsekwencjami czynu tylko przeżywał sytuacje przez wielką radość lub rozpacza (w zależności od obecności przyjemnych emocji lub doznawania przykrości).
Wraz ze zmianą stosunków międzyludzkich zmienił się model relacji społecznych na bardziej pokojowe. Samoregulacja, panowanie nad popędami nie wynika z wewnętrznej potrzeby, ale strachu przed przemocą w razie przeciwstawienie się jednostki silniejszej. Może się to przerodzić w skrajne znoszenie bólu i skrajne dawanie upustu. W średniowieczu dość częste były przeskoku od skrajnej ascezy do wyładowań popędów.
Osoba od dzieciństwa przyuczana do norm staje się jakby przekaźnikiem kultury. Zachowania jednak z czasem ulegały modyfikacji w kierunku panowania nad emocjami. Współczesny człowiek (w przeciwieństwie do średniowiecznego) nie daje bezpośredniego ujścia swoim emocjom, ale chodzi do kina, ogląda telewizję.
W pierwszej fazie zdobywania nawyków postępowania społecznego jednostki świadomie kontrolują się. Z czasem jednak jest to już nieświadome postępowanie zgodne z normami społecznymi.
Do silniejszych regulacji ludzkich zachowań dochodziło w dolinach rzek. Oddalenie od dróg wodnych sprawiało, że społeczeństwo było słabiej związane kupiectwem, pieniądzem.
Osoby zajmujące znaczące stanowiska musiały odznaczać się dalekowzrocznością. To pomagało im utrzymanie pozycji społecznej. Zróżnicowanie warstw społecznych sprawia, że dochodzi między nimi do stosowania przemocy. Na wąskie warstwy wyższe wywierają nacisk szersze warstwy niższe, które dzięki stosowaniu przemocy przez warstwy wyższe są trzymane w ryzach. Taka walka między klasami zmusza ludzi do wysiłku, ciągłej pracy, która pozwala utrzymać już zdobytą pozycję społeczną.
Jednostka dająca upust swoim popędom jest piętnowana przez grupę ludzi, do której należy. To pozwala społeczeństwu zachować pewną równowagę i przeciwdziała wielkim przewrotom.
Elias w tym fragmencie swojej książki uświadamia nam, że równowaga społeczna to nie spokój, samospełnienie, ale właśnie brutalna rywalizacja, która jest tłumiona w przypadku, kiedy jednostka nie jest w stanie ponieść konsekwencje swoich czynów. Często chcemy widzieć nasz kapitalistyczny świat jako pełny przemocy, niewygody, hamowania możliwości. Zapominamy jednak, że nasi przodkowie wcale nie mieli lepszych warunków. Żyli w świecie, gdzie normy społeczne były ścisłe i brutalne. Niewiele osób miało możliwość awansu społecznego, niewiele mogło pozwolić sobie na wygodniejsze życie.
Współczesny człowiek żyjący wśród dorobku cywilizacyjnego żyje w przepychu, wygodzie w porównaniu z ludźmi sprzed dwóch wieków. Zdarza nam się tez idealizować średniowiecze, jako czasy wysokiej moralności, walki z popędami. Elias zwraca uwagę na brutalność stosunków międzyludzkich w tamtych czasach.
Wielkie różnice widać również między naszym XXI wiekiem a XX wiekiem (chodzi o początek wieku). Ówcześni ludzie również borykali się z problemami bezrobocia, braku mieszkań. Niejednokrotnie żyli „na kupie” (cała rodzina wynajmowała pokój, w którym było brak urządzeń sanitarnych i dostępu do rozrywek). Człowiek XXI wieku mimo niekorzystnych warunków finansowych jest w o wiele lepszej sytuacji bytowej.
Widoczna jest także różnica obyczajowa. Kiedy człowiek XX wieku nie mógł sobie pozwolić na zbyt wiele, musiał liczyć się ze swoją warstwą społeczną, grupą w której żył, współczesny odchodzi od tych zależności (nie są one tak wielkie; ma prawo wyboru pracy, życiowego partnera).

krytyka materializmu w XX wieku

Krytyka materializmu w XX wieku
Materializmem nazywamy wszystkie te prądy i systemy filozoficzne, według których jedynym realnym bytem jest świat materialny. Idee są jedynie wytworem psychiki człowieka. W naukach humanistycznych wszelkie działania ludzkie sprowadza się do reakcji na bodźce. Takie spojrzenie na człowieka wywołało stało się przyczyną do powstawania wielu odmian materializmów w XX wieku oraz ich krytyki. Poniżej w pracy prezentuję nurty materialistyczne i sposoby wskazywania niedoskonałości czy wręcz wykluczaniu się argumentów przez antymaterialistów.
Behawioryzm[1]
Jednym z materializmów XX-wiecznych jest behawioryzm, według którego istnieją tylko działania wywołane przez bodźce zewnętrzne. Stany mentalne sprowadzane są do zewnętrznych działań podmiotu. Określenie zachowań człowieka nie potrzebuje badania jego wewnętrznych stanów, ale wystarczy obserwacja zachowań.
Głównym zarzutem wobec behawioryzmu jest możliwość symulowania przez człowieka stanów mentalnych bez konieczności przeżywania ich. Człowiek potrafi (w razie potrzeby) „odgrywać” stany mentalne tak, aby obserwatorzy nie wiedzieli czy przeżywa on emocje, które prezentuje czy jedynie kreuje. Przy wykorzystaniu behawiorystycznych narzędzi obserwacji trudno określić, jakie są prawdziwe stany mentalne człowieka. Musimy się kierować jedynie tym, co widzimy.
Behawiorystyczne podejście do mentalności sprawia, że nie mówi się o różnych rodzajach stanów mentalnych. Stany te mogą manifestować się fizycznie na wiele sposobów, niemających ze sobą nic wspólnego. Zdaniem przeciwników behawioryzmu reprezentowane stany nie zależą od tego, co czujemy, ale również od tego, co pragniemy zakomunikować.
Teorie identyczności[2]
Zgodnie z teorią identyczności mózg i stany mentalne są tym samym. Odmianą teorii identyczności jest fizykalizm[3], według którego wszystkie obiekty istniejące w świecie przestrzenno-czasowym są identyczne z obiektami fizycznymi lub są z nich złożone, co sprowadza się do tego, że wszystko co istnieje można wyjaśnić za pomocą twierdzeń i praw fizyki[4]. Najlepszą formą zdobywanie wiedzy są metody stosowane w naukach przyrodniczych. Argumentem przeciw fizykalizmowi jest to, że tezy dotyczącej tezy badań nie da się określić zgodnie z metodami badania nauk przyrodniczych. Redukowalność jednych terminów do innych terminów sprawia, że teza fizykalistów jest tezą samoznoszącą się.
Zgodnie z identycznością typiczną rodzaje mentalne są identyczne z określonymi rodzajami zdarzeń neurofizjologicznych. Ból jest pobudzeniem konkretnych włókien nerwowych w określony sposób[5].
Teoria identyczności egzemplarycznej dotyczy partykularnych zdarzeń mentalnych i partykularnych zdarzeń neurofizjologicznych. Trudnością teorii identyczności psychofizycznych wynika z samego pojęcia identyczności. Zgodnie z Leibnizowską formułą dwie wielkości są identyczne kiedy przysługują im te same własności. Jeśli nie jest to spełnione to nie ma zasady identyczności. W przypadku własności mentalnych ich własności mają inny charakter niż odpowiadające im własności fizyczne mózgu. Tezy o identyczności zdaniem przeciwników przeczą plastyczności, wyrafinowaniu i racjonalności zachowania człowieka.
Materializm eliminacyjny[6]
Według materializmu eliminacyjnego nie istnieją zjawiska mentalne. Radykalny behawioryzm można interpretować jako wczesna formę materializmu eliminacyjnego. Zgodnie z tymi tezami całe zachowanie ludzi i zwierząt można sprowadzić do zachowań ponieważ nie istnieje nic poza bodźcami zewnętrznymi. Przedmiotem sporu z przeciwnikami jest psychologia potoczna, czyli wiedza o funkcjonowaniu świadomego umysłu, zdobyta przez ludzkość na zasadzie introspekcji. Zdaniem materialistów eliminacyjnych psychologia potoczna nie jest radykalnie adekwatnym wyjaśnieniem naszej aktywności wewnętrznej, ponieważ nie potrafi wyjaśnić wielu zjawisk. Przeciwnicy materializmu eliminacyjnego formułują zarzuty o charakterze empirycznym lub czysto konceptualne. Ich zdaniem stanowisko eliminacyjne jest niezgodna z doświadczeniem (danymi pochodzącymi z introspekcji). Bezpośrednio możemy stwierdzić, że posiadamy umysł i nie poddajemy tego wątpliwości. Próba eliminacji tej wiedzy musiałaby się równać eliminacji wszelkiej wiedzy introspekcyjnej.
Zarzuty konceptualne wskazują na niekoherencję eliminacjonizmu. „Gdyby eliminacjonizm uznać za prawdziwy, wtedy zdania opisujące jego treść należałoby potraktować jako zlepki śladów atramentu na papierze lub jako zwykłe zakłócenia akustyczne”[7].
Nic nie może być uznane za rację na rzecz elinacjonizmu[8], ponieważ według tego stanowiska intencjonalne stany mentalne nie istnieją. Istniałyby, gdyby mogły istnieć podmioty uznające te racje, dlatego materializm eliminacyjny nie może być broniony racjonalnie.
Funkcjonalizm[9]
Funkcjonalizm nawiązuje do idei behawioryzmu (sprowadzenia ludzkiej psychiki do określonych zachjowań). Funkcjonalizm przyjmuje, że adekwatna interpretacja natury umysłu ludzkiego musi się odwoływać nie tylko do dającego się bezpośrednio obserwować zachowania, lecz także do wewnętrznych stanów organizmu i ich wzajemnych oddziaływań. Te same procesy neurofizyczne u ludzi i zwierząt wywołuje te same stany mentalne. Spostrzeganie stanów mentalnych jako możliwość pobudzenia z zewnątrz i reakcja na pobudzenie może sprawić, że również urządzeniom zostanie przypisane posiadanie stanów mentalnych. Funkcjonalizm jest często prezentowany jako komputacyjna teoria umysłu. Teoria ta nie dotyczy emocjonalnych, wolicjonalnych ‘wymiarów’ ludzkiego umysłu. Ogranicza się do próby interpretacji stanów kognitywnych i wzajemnych powiązań między działaniem a oddziaływaniem.
Psychosemantyka jest próbą analizowania natury reprezentacji mentalnych, nieodwołujących się do pojęć semantycznych[10]. Trudność polega na określeniu warunków optymalnych, przy których nie trzeba odwoływać się do systemu pojęciowego posiadanego przez obserwatora. Według te teorii organizm wskazuje, co jest potrzebne do przeżycia i wszystko to może być postrzegane umysłem. To twierdzenie jest podstawą do zarzutów, ponieważ nie wyjaśnia jak doszło do wytworzenia przez umysł czegoś, co do przeżycia nie jest potrzebne.
Głównym zarzutem wobec funkcjonalistów jest nieadekwatność teorii mającej wyjaśnić sposób działania świadomego umysłu człowieka. Teza antyfizykalistyczna odnosiła się do świadomości fenomenalnej, czyli do aspektów umysłu posiadających charakter jakościowy i podlegają widzeniu. Świadomość fenomenalna polega na widzeniu różnych odmian percepcji zmysłowych. Posiadają ją również zwierzęta. Cechy jakościowe świadomości są związane z subiektywnym punktem widzenia (np. tezy Nagela o nietoperzu). Możemy być świadomi jak przebiegają procesy jakościowego doświadczenia, ale nie jesteśmy w stanie odkryć stanów mentalnych drugiego człowieka, który im ulega. Zgodnie z zasadami fizykalizmu wszystko to powinno dać się wyjaśnić przy pomocy twierdzeń zaczerpniętych z fizyki.
Argument przeciwko fizykalizmowi i funkcjonalizmowi nazywany argumentem wiedzy opiera się na wskazaniu, że wiedza nie jest wystarczającym źródłem informacji na temat cudzych odczuć. Wiedza o czymś nie jest adekwatna do posiadania odczuć osoby podlegającej wpływowi jakiegoś zjawiska. Najczęściej używanym tu przykładem jest argument dotyczący widzenia i wiedzy o barwach.
Komputacjonizm[11]
Komputacyjna koncepcja postrzegania ludzkiego umysłu polega na sprowadzeniu funkcjonowania go do poziomu komputera. Procesy umysłowe są tu sprowadzane do poziomu algorytmów. Modelowanie komputacyjne próbuje się sprowadzić również do poziomu emocji. To stało się podstawą do powstania badań nad sztuczną inteligencją (konekcjonizm). Przeciwnicy twierdzą, że komputacyjne podejście do ludzkiego myślenia i zachowania się nie będą w stanie naśladować ludzkiego funkcjonowania. Searle sformułował argument przeciwko komputacyjnej interpretacji umysłu mówiący o tym, że komputer wykonuje czynności i posługuje się wieloma znakami nie rozumiejąc ich. Zdaniem tego filozofa dopiero robot rozumiejący znaki i wchodzący w interakcję ze światem może symulować całe bogactwo ludzkiego zachowania. Ludzkie działanie jest wynikiem licznych stanów mentalnych mających wpływ w danym momencie na człowieka[12].
Spór między materialistami a antymaterialistami nie został rozstrzygnięty. Rozwijająca się technologia jest podstawa do powstawania kolejnych teorii i źródłem weryfikacjo poglądów czy dyskusją nad istniejącymi. Powstanie i szybki rozwój komputerów sprawił, że zachłyśnięto się nieco nowinkami technologicznymi. Stało się to podstawą do licznych badań nad sztuczną inteligencją, która miałaby działać podobnie jak ludzki mózg. Czy jednak jest to możliwe? Jeszcze nie znamy odpowiedzi na to pytanie, ale zwolennicy jak i przeciwnicy materializmu znajdą wiele argumentów dotyczących możności bądź niemożności stworzenia inteligencji na wzór ludzkiego mózgu.
Źródła:
  1. J. Woleński, Rudolf Carnap jako filozof nauki, [w:] Filozofia współczesna, red. Z. Kuderowicz, t. 2, Warszawa 1990.
  1. Jan Woleński, Status epistemologii: pomiędzy naturalizmem a transcendentalizmem, [w:] Epistemologia współcześnie, pod red. Marka Hetmańskiego, Kraków 2007.
  2. Rudolf Carnap, Empiryzm. Semantyka. Ontologia, tł. i oprac. Artur Koterski, posłowie Richard Creath, Warszawa 2005.
  3. Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004.
  4. William James, Pragmatyzm. Nowa nazwa kilku starych metod myślenia. Popularne wykłady z filozofii, tł. Michał Filipczuk, posłowie Piotr Gutowski, Kraków 2004.
  1. John R. Searle, Świadomość, intencjonalność i tło, [w:] Umysł na nowo odkryty, tł. Tadeusz Baszniak, Warszawa 1999
  2. John Wisdom, Czy zdarzenia cielesne wywołują zdarzenia mentalne?, tł. Tadeusz Baszniak, [w:] Filozofia umysłu, pod red. Bogdana Chwedeńczuka, wstęp B. Chwedeńczuk, tł. T. Baszniak, B. Chwedeńczuk, C. Cieśliński, P. Dziliński, A. Jedynak, M. Szczubiałka, Warszawa 1995.
  3. Richard Rorty, Relatywizm: odnajdywanie i tworzenie, [w:] Habermas, Rorty, Kołakowski: stan filozofii współczesnej, tł. i oprac. Józef Niżnik, Warszawa 1996.



[1] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 155-162.
[2] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 163-170.
[3] J. Woleński, Rudolf Carnap jako filozof nauki, [w:] Filozofia współczesna, red. Z. Kuderowicz, t. 2, Warszawa 1990.
[4] Richard Rorty, Relatywizm: odnajdywanie i tworzenie, [w:] Habermas, Rorty, Kołakowski: stan filozofii współczesnej, tł. i oprac. Józef Niżnik, Warszawa 1996, s. 49-69.
[5] John Wisdom, Czy zdarzenia cielesne wywołują zdarzenia mentalne?, tł. Tadeusz Baszniak, [w:] Filozofia umysłu, pod red. Bogdana Chwedeńczuka, wstęp B. Chwedeńczuk, tł. T. Baszniak, B. Chwedeńczuk, C. Cieśliński, P. Dziliński, A. Jedynak, M. Szczubiałka, Warszawa 1995, s. 13-45.
[6] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 171-174.
[7] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 174.
[8] Jan Woleński, Status epistemologii: pomiędzy naturalizmem a transcendentalizmem, [w:] Epistemologia współcześnie, pod red. Marka Hetmańskiego, Kraków 2007, s. 141-150.
[9] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 175-186.
[10] William James, Pragmatyzm. Nowa nazwa kilku starych metod myślenia. Popularne wykłady z filozofii, tł. Michał Filipczuk, posłowie Piotr Gutowski, Kraków 2004, s. 85-87;
Rudolf Carnap, Empiryzm. Semantyka. Ontologia, tł. i oprac. Artur Koterski, posłowie Richard Creath, Warszawa 2005, s. 12.
[11] Stanisław Judycki, Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, Lublin 2004, s. 187-193.
[12] John R. Searle, Świadomość, intencjonalność i tło, [w:] Umysł na nowo odkryty, tł. Tadeusz Baszniak, Warszawa 1999, s. 232-258.

piątek, 22 września 2017

Co z tą karą?

Dawno już nie pisałam o przemocy wobec dzieci. Dziś piękny fragment o tym, dlaczego karanie nie sprawia, że nasze dzieci są lepiej wychowane. Bywają lepiej wytresowane, ale nie wychowane. Wychowanie to stałe wpojenie pewnych wartości, a tresura działa wtedy, kiedy inne osoby czują nad sobą siłę. Gdy przestają ją czuć zaczynają czynić źle. Philip Zimbardo w "Efekcie Lucyfera" wspomina:
„Na przykład ojciec Donny’ego karał go za każde dostrzeżone przewinienie, rozbierając go do naga i każąc klęczeć n ziarnkach ryżu w wannie. Przy innych okazjach ten „torturujący ojciec” był czarującą osobą, zwłaszcza w stosunku do pań, które mieszkały w kamienicy. Jako młody nastolatek Donny, złamany przez te doświadczenia, skończył w więzieniu. Inny dzieciak wyładowywał swoje frustracje obdzierając koty ze skóry”.
Karząc nie uczymy dobrego zachowania tylko pokazujemy, że silny ma prawo do przemocy. Tyle i tylko tyle.